...Pośrodku sieni stała odrażająca kreatura. Nie mierzyła więcej niż metr siedemdziesiąt. Spod poszarpanej szlafmycy wyzierało smukłe ciało pokryte zielonymi łuskami, przywodzącymi na myśl krokodylą skórę. Potwór szczerzył się w szczerbatym półuśmiechu. Zrogowaciały pysk przypominał nieco ludzką twarz, lecz masywna szczęka wypiętrzyła się poza obręb nosa na kształt osłony średniowiecznego hełmu. Tuż nad wydatnymi kośćmi policzkowymi tkwiły czerwone ślepia. Niespotykanie jaskrawy odcień tworzył wrażenie, jakby wnętrze głowy upiora płonęło żywym ogniem. Koszmarnej aparycji nie poprawiały również włosy. Wyrastające w kępkach, jasne, długie pasma wyglądały, jak gdyby ktoś okleił wyłysiały skalp słomą.
Istota pognała na przybysza niczym rozwścieczony kogut. Prusak zdążył naładować broń, lecz kiedy przyszło do wystrzału, poślizgnął się na lodzie. Donośny huk wzburzył taflę nocy, niestety kula przeszła nad ramieniem napastnika i utkwiła w ścianie. Dwunożny gad nieco się zachwiał, ale nie przerwał szturmu.
– Czymżeś jest?! – krzyknął zaatakowany i odskoczył parę kroków w tył...
* * *
...Smoczyca opatrzyła go opiekuńczym spojrzeniem i musnęła w policzek delikatniejszą częścią zakończonego szponem palca. Niespodziewana pieszczota sprawiła mu przyjemność, ale podskoczył jak oparzony. Nie pamiętał już, kiedy ktoś dotykał go w ten sposób po raz ostatni. Przemknęło mu przez myśl, że należałoby zaprotestować, lecz w tej samej chwili pani pałacu ujęła w dłoń jego rękę, umieściła ją na swoim skrzydle i o sprzeciwie nie było już mowy.
– Defekt – szepnęła. – To defekt zdradza naszą naturę lepiej niż oczy, profesorze. Jeśli zwierciadło duszy kryje się pod powiekami, to defekt musi być jej fundamentem – oznajmiła, a w tym samym momencie Gottlieb poczuł pod palcami śliską, ciepłą błonę.
– Teraz, kiedy potrafię już dostrzec twój, wiem, kim jesteś i z jakiej ulepiono cię gliny – wytłumaczyła, kładąc mu dłoń na ramieniu...
* * *
...– To co, gotowi? – spytała, a w tej samej chwili wszystkie gady pochwyciły w łapy sztućce i wlepiły spojrzenia w zadeklowany półmisek.
Sprawiały wrażenie dzieci, które cieszą się na nową zabawkę. Zaczęły prychać, parskać i chrząkać, wiercąc się niecierpliwie na swoich siedziskach.
Gotowi na co? – pomyślał Gottlieb i zobaczył, jak pani pałacu podnosi się z miejsca.
Ułamek sekundy później wyciągnęła ręce ku środkowej części stołu i z uśmiechem na ustach uniosła metalową pokrywę. Gady zarechotały, a Prusak zauważył, jak na podłużnym talerzu coś się zakotłowało. Wytężył wzrok, lecz zanim zdążył dobrze się przypatrzeć, po stole rozpełzły się już tabuny myszy, żab, skorków oraz innego robactwa.
Zaskoczony Von Donitz odsunął się ze swoim krzesłem, tymczasem jaszczurowate wykonały zgoła odmienny manewr. Zaczęły rozpychać się i przeciskać, próbując zająć jak najlepsze miejsce względem pełzających po stole stworzonek...
Stwórz łatwo własną witrynę internetową z Webador